Archiwum
RSS
wtorek, 14 września 2010
Wskrzeszanie trupów

Zanim zacznę rozwijanie głównej myśli, podzielę się poboczną, która tak jakoś mnie nawiedziła. Czy mi się wydaje, czy połowa blogów jest o dzieciach? Może po prostu jestem przewrażliwiona...

Trochę to przerażające, że dziecko zaczyna wypełniać każdą sferę zycia, nawet nie byłoby o czym pisać głupiego bloga, gdyby nie ta mała istotka, której najwiekszym osiągnięciem była zielonkawa kupa. Ale co tam, ja sie nie znam. Nie jestem w końcu obiektywna, skoro na myśl o dziecku już zaczynam odczuwać mdłości.

Dziś miałam wieczór piękności. Skóra na nogach powoli zaczęła się przeistaczac się w zrogowaciały pancerz nosorożca, więc był czas najwyższy. Na głowie rozsmarowałam maseczkę z jajka i miodu (nic tak nie wygładza włosów), w skórę wtarłam oliwkę. Zwykle jestem zbyt leniwa, żeby sie tak z tym wszystkim pier... bawić, ale dziś specjalnie chciałam odwlec chwilę czasu wolnego.

Dzis są urodziny mojej przyjaciółki nr 1. chciałam odwlec chwilę wysłania życzeń jak sie dało najgłużej. Nie rozmwiamy ze sobą od pół roku z powodu jakiejś głupoty, która przelała czarę goryczy nabrzmaiłych żalów. Po tym pół roku bez wieści sama nie wiem, czy mi jej brak. Nasza przyjaźń zawsze była burzliwa, kiedyś też nie rozmawiałysmy ze sobą pół roku, ale w końcu sie pogodziłysmy. Często sie kłóciłysmy, ale muszę przyznać, że mało kogo lubię bardziej niż ją, choć mnie czasem tak wkurwia, że... argh!

Ale te kolejne pół roku było inne. Nie było dnia, żebym o niej nie myślała, ale właściwie to nie wiem, czy mogłybyśmy wrócić do tego co było. Chyba za bardzo się oddaliłysmy od siebie, żeby jakikolwiek powrót był możliwy?

Czy właściwie chciałabym powrotu ciągłych kłótni? Właściwie to tak samo jak mi jej brakuje, tak samo mi jej nie brakuje ani trochę.

W poniedziałek dostałam smsa od byłej pseudoprzjaciółki. A co tam u mnie, dawno sie nie odzywałysmy, ojej...! Dziwne udawanie, że tak tylko jakoś tak jesteśmy zabiegane,a nie że obie tak na prawdę mamy się nawzajem w dupie. Przez chwile nawet, mimowolnie, byłam gotowa kotynuować te farsę, ale tak sobie pomyślalam, czy jest sens. Czy jest jakikolwiek powód, żeby dalej udawać? Czy zabawa w uprzejmość ma wciąż się ciągnąć w odstępach półrocznych? Nie odpisałam jej.

Może to było chamskie. Czyw spominałam już, że miałam byc starszą na jej ślubie, a później nawet mnie nie zaprosiła?

Przyjaciele kończą w chwili, gdy spotkanie się robi się choc trochę bardziej skomplikowane. Wystarczyło skończyć studia, po przyjaciłach nie został nawet ślad.

22:10, martaeden
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 września 2010
Trochę później....

Drugi papieros przpomniał mi, dlaczego rzuciłam  palenie. Pieczenie w żołądku pojawilo się chwilę po tym, jak wywaliłam peta.  A jednak pod pewnym względem czuję się lepiej, bo uśpiony organizm przypomniał sobie, czego mu trzeba i teraz zamiast kolejnej porcji słodyczy, domaga sie kolejnego papierosa. Co za ulga, myslałam, ze będzie się domagał więcej cukru i papierosa.

Czasem jak patrze na te wszystki szczupłe kobiety z wystającymi grzebieniami biodrami, zastanawiam się , jak one to robią, jak one tak mogą nie jeść. I gdzie im sie mieści to wszystko, te wszystkie flaczki, żoładek, jelita, wątroba. To przecież niemożliwe, żeby te maleństwa miały w środku to samo co ja.

Może wrócę do wegetarianizmu? Byłam wegetarianką przez 2 lata. Zaczęłam kiedy miałam 14 lat, a że żyjemy w Polsce, w latch 90-tych nie było zbyt wielu produktów dla wegetarian, poza kotletami sojowymi, które jadłam raz na tydzień. Byłam głupią gówniarą, która niewiele wiedziała, że taka źle skonstruowana dieta może przynieść więcej szkody niż pożytku i wyniszczyłam swój organizm. To był jedyny okres, kiedy ważyłam mniej niż 70 kilo, ale co za ironia, właśnie wtedy uważałam sie za grubasa. Dziś, choć 20 kilo cięższa, mam o wiele lepsze zdanie o sobie.Tak, jestem gruba, ale są gorsze problemy. Bardziej bym się marwtiła, gdybym na przkład była szczerbata.

Ale nie zaprzestaję walki, a paczke fajek wypalę, ale tylko tą. Nie bedzie nastepnej. Obiecuję!

13:01, martaeden
Link Dodaj komentarz »
Piątek 03.09.2010

Dziś sie poddałam. Mam tylko dwie opcje, albo sadło wylewające się zza przeciasnych spodni, albo śmierdzący oddech palacza.

Mam 170 cm wzrostu i ważę 83 kilogramy (było 86). Nigdy nie byłam szczupła, ale w ciagu 2 lat, odkąd rzuciłam palenie, przytyłam 10 kilo. Do tego doszła bezczynność piątego roku i pisania pracy magisterskiej i późniejsze trzy miesiące bezrobocia, dwa miesiace robolskiej pracy za grosze po 12 godzin dziennie, cztery miesiące bezrobocia.Jadam z taką częstotliwością, z jaką kiedyś paliłam. Tym samym podzieliłam los moich sióstr, które po 25 roku życia ze szczupłych lasek zamieniły się tłustawe mamuśki.

Ja nie jestem mamuśką, ale wygladam jakbym urodziła trojaczki, z tym, ze jeden chyba postanowił zamieszakć ze mną na stałe.  Ja na prawdę nie jestem jedną z tych głupich, pustych lasek,które uważaja, że złamany paznokieć to koniec świata.  Ale odkąd wydlądam jak wyglądam, czyli jak wielki babon, nie mogę przestać o tym mysleć.

A najgorsze jeste to, że kiedy próbuję się się odchudzać, to jem jeszcze więcej, bo tym bardziej czuję się głodna. Choć może, nie tyle głodna, co nienasycona. Nie mogę przestac jeśc, choć wystaczyły by mi dwie kanapki, żeby sie najeść i tak zjem pół chleba i jeszcze dopcham się wielkim beztłuszczwym joguretm z musli. (Na dobre trawienie).

Chwila przerwy na papierosa.

11:01, martaeden
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 września 2010
Kto...

Kto się dziś chujowo czuje, niech wagonik narysuje....

 

 

 

23:33, martaeden
Link Dodaj komentarz »